Suknia ślubna długa, krótka na przebranie

Wizja pożegnania się po ślubie z nazwiskiem, które towarzyszyło nam przez wiele panieńskich lat, dla jednych jest oczywista i bezbolesna, dla innych nie do przyjęcia. Nie mam tu na myśli wojujących feministek, które twierdzą, że tradycja odbierania kobiecie jej nazwiska w dniu zamążpójścia wywodzi się z czasów, gdy traktowane byłyśmy jak własność mężczyzny. Dzisiaj dawne obyczaje stały się tradycją, a tradycja dobrą wolą dwójki różnych ludzi tworzących jedną rodzinę.

Męski honor, kobieca godność i herbaciane róże

Dagmara jest mężatką od kilku lat. Wspólnie z mężem wychowują dwuletniego Michałka. Kiedyś twierdziła, że do końca młodych lat będzie – jak sama się nazywała – „bigamistyczną singielką”, a jeśli już boleśnie użądli ją strzała Kupidyna nie da się omotać cudzym nazwiskiem, nie pozwoli zamknąć się w kuchni i nie poczuje tykania zegara biologicznego, ciągnącego ją ku niemowlęcym wózkom. No cóż… Stało się zupełnie inaczej. Poznawszy Marka postanowiła postępować zgodnie z tradycją. Zaręczyny, łzy rodziców, bieganie po ślubnych targach, wybieranie sukni i smokingu oraz wspólne strojenie min nad dziecięcymi łóżeczkami.

Wydawałoby się, że nic nie zakłóci narzeczeńskiej idylli, aż któregoś wieczora wpadła do mnie zapłakana z informacją, że odwołuje ślub. Zanim zdążyłam spytać, co przeskrobali, (bo w wyobraźni widziałam już najgorsze scenariusze) usłyszałam – On twierdzi, że powinnam się cieszyć zmieniając nazwisko na takie, jakie on nosi. Wyobrażasz to sobie! Dla mnie wszystko było jasne. Z jednego młodzieńczego postanowienia Dagmara nie zrezygnowała. Akurat z nim Markowi najtrudniej było się pogodzić. Każdy inny kaprys przyjąłby z większą wyrozumiałością. Jednak fakt, że narzeczona nie chce przyjąć jego nazwiska, był nie do przyjęcia. On potraktował całą sprawę bardzo honorowo, ona mówiła, że wcale nie jest jej łatwo rozstać się ze swoją panieńską godnością. Pamiętam, że przegadałyśmy wtedy całą noc. Rano w moich drzwiach stanął posłaniec z bukietem herbacianych róż. Niestety nie dla mnie. Na bileciku widniał napis „Dla mojej żony – Dagmary Krzyż-Baczewskiej”. Trzy miesiące później Dagmara taki właśnie podpis złożyła po zakończeniu ceremonii ślubnej w kościele przystrojonym herbacianymi różami.

Pamięć zaklęta w nazwisku

Małgosia zaręczyła się pięć miesięcy temu. Jej narzeczony nosi dobre, polskie nazwisko. To Artur Kowalski. Nawet jej się podoba, ale ona na zawsze zostanie Małgorzatą de Fidelio. Pochodzi ze starego, arystokratycznego rodu, którego korzenie sięgają średniowiecznych Włoch. To, że zostanie przy swoim nazwisku ustalili z Arturem już dawno. Nie miał nic przeciwko. Dla niego to oczywiste. – Ślub biorę przecież z Małgosią – opowiada – jestem dumny ze swojego nazwiska, ale nie mogę zmusić narzeczonej, aby zrezygnowała z tak starego i pięknego, jakie sama nosi. Tym bardziej, że tak bardzo przywiązana jest do genealogii swojej rodziny. Znam historie jej przodków jeszcze z XII wieku – śmieje się.

Jednak, co by było, gdyby Artur sam nosił tak stare i rodowe nazwisko? – Dyskusje trwały by pewnie dłużej i trudniej byłoby go przekonać. – odpowiada Małgorzata – Przypuszczam, że koniec końców przyjęłabym nazwisko Artura. W dużej mierze dlatego, że moja starsza siostra kilka lat temu po wyjściu za mąż wciąż nazywa się tak, jak ja i moi rodzice. Nie miałabym tego smutnego przeświadczenia, że wraz z moim zamążpójściem pamięć o moich przodkach boleśnie się kurczy.

Przywiązanie do nazwiska

Ślubne kwiatyW podobnej sytuacji jest Klaudia. Z tą tylko różnicą, że ona i jej narzeczony poszli o krok dalej. Klaudia nie dość, że pozostaje przy swoim nazwisku, to na resztę życia oddaje go w równoprawne władanie swojemu wybrankowi. Za niecały rok Mariusz Pluto wyjdzie z kościoła oo. Paulinów na Skałce w Krakowie, jako Mariusz Baczyński, mąż Klaudii. Czy nie żal będzie powiedzieć „TAK” w tak delikatnej sprawie, jaką jest przyjęcie nazwiska żony i pożegnanie się na zawsze ze swoim?? – Prawda jest taka, że w bardzo małym stopniu jestem związany ze swoim nazwiskiem. – odpowiada Mariusz – Nie znam jego historii i szczerze powiedziawszy mało mnie ona obchodzi. To nazwisko człowieka, bez którego nie byłoby mnie na świecie, ale który niewiele wniósł do mojego życia. Żadnych synowsko-ojcowskich relacji. Najważniejsza jest dla mnie matka, a ona pragnie jedynie mojego szczęścia. Zresztą takie same nazwisko jak ja w tym momencie nosi mój brat i od zeszłego lata również moja bratowa. Nikt, zatem nie może mieć do mnie pretensji.

Klaudia pochodzi ze starej lekarskiej rodziny. Znanym lekarzem jest jej ojciec, mama, dziadek, wujowie i ciotki. Świetnymi medykami byli również przodkowie, którzy uczyli się tego fachu w poprzednich wiekach w najlepszych zagranicznych Akademiach Medycznych od Zurychu w Szwajcarii, skąd wywodziły się pierwsze kobiety lekarki, po Lwów. Klaudia kończy właśnie staż w przychodni w Krakowie, jest jedynaczką i nie zadowoli się faktem, że nazwisko tak znane w środowisku medycznym umrze razem z nią. Chce, aby nosiły go również jej dzieci. Kto wie, może któreś z nich zostanie lekarzem tak jak ona, jej ojciec, dziadek i wielu, innych z pozostałych gałęzi ich drzewa genealogicznego. – Dla mnie małżeństwo to partnerstwo, a nie fuzja – tłumaczy.
Kobiecie szczególnie trudno rozstać się z panieńskim nazwiskiem, które jest rozpoznawalne w środowisku zawodowym. Z tego powodu przy swoim nazwisku zostają aktorki, pisarki, dziennikarki. Swoją pracę firmują swoim nazwiskiem. Takie kobiety twierdzą, że zbyt długo pracowały na jego renomę, by teraz miały się z nim rozstawać. Co na to mąż? Kochający powinien to zrozumieć. Prośba bądź propozycja wyszła przecież od jego przyszłej żony…

Czy zmiana nazwiska przez kobietę w dniu jej zamążpójścia w dzisiejszych czasach jest niezbędnym elementem każdego ślubu? Zwolenników tej tradycji w XXI wieku jest niemal tyle samo, co przeciwników. Jedno jest jednak pewne! Dla jednych to kwestia błaha, dla innych kluczowa. Jednak w obydwu przypadkach na tyle delikatna, że rozwiązanie dla niej pisze samo życie, a najlepszym rozjemcą jest po prostu miłość.

(Na prośbę bohaterek zastąpiono ich prawdziwe nazwiska przypadkowymi, wymyślonymi przez autorkę tekstu).