Najbliższa ciału, najbliższa marzeniom…

Troskliwe matki latami gromadziły dla swoich córek piękną bieliznę z myślą o ich przyszłym zamążpójściu.
Również i dzisiaj warto poświęcić tej kwestii nieco uwagi. Wszak po ślubie młoda para będzie spędzała więcej czasu w sytuacjach intymnych, które wymagają zupełnie innej oprawy niż dotychczasowe randki. Kompletując bieliznę, trzeba wziąć pod uwagę okoliczności, w których ma ona służyć: począwszy od ceremonii ślubnej, poprzez noc poślubną, aż po wspólne wieczory i poranki, które małżonkowie będą szczególnie celebrować w okresie miodowym – bez względu na to, gdzie go spędzą.

Kochamy tradycję

Większość młodych panien na dzień swojego ślubu z pewnością wybierze bieliznę w tradycyjnym kolorze: białym lub écru – takim jak suknia. Najważniejsze, by krój bielizny dopasować do sukni, które coraz śmielej odsłaniają ramiona i dekolty. W sklepach bez problemu można znaleźć staniki z dowolnie przypinanymi ramiączkami, niewidocznymi nawet w najgłębszych dekoltach, lub bez ramiączek. Do wyboru mamy gładkie, dyskretnie modelujące ciało tkaniny lub romantyczne koronki i hafty. W noc poślubną większość panien chce wyglądać niewinnie, ale kusząco, dlatego popularnością cieszą się pończochy, a nawet rzadko używane już na co dzień pasy do pończoch ze staromodnymi, ale jakże seksownymi halterami.

Na następne noce i dnie warto zaopatrzyć się w taką bieliznę, która najlepiej oddaje nasz temperament. Czernie i intensywne czerwienie, prowokujące gorsety, przejrzyste szyfony i intrygujące blaskiem atłasy to doskonały wybór dla pewnej swojego powabu kusicielki.

Pastelowe, delikatne koronki, hafty i falbanki – dla romantyczek. Proste, młodzieżowe fasony koszulek i szortów w żywych, wesołych kolorach z bawełny ozdobionej pojedynczą kokardką lub zabawnym, prowokującym nadrukiem – dla dynamicznej, figlarnej dziewczyny. Można też spróbować siły kontrastów: czarna koronka plus różowy atłas w kropki to wybuchowa mieszanka seksapilu i niewinności.

Na miesiąc miodowy…

Wyobraźmy sobie wspólne leniwe poranki, którymi będziemy się niespiesznie rozkoszować, być może jedząc śniadanie na balkonie lub nawet nie wychodząc z łóżka… Jakże przydatny okaże się wówczas lekki szlafroczek przewiązany w talii atłasową wstążką.
A może coś, w czym będziemy się czuły pięknie i swobodnie w gorące wieczory spędzane w domowym zaciszu? Na przykład króciutkie haleczki w komplecie z szortami…
Najważniejsze, aby bielizna, którą kupujemy, sprawiła, że będziemy się w niej czuły kobieco i komfortowo. Drapiąca koronka, wrzynające się figi lub stanik, z którego wypływa biust, mogą zniweczyć najbardziej romantyczne chwile. Nie ma sensu wbrew sobie kupować czegoś, co ogólnie uznawane jest za sexy, jeśli same czujemy się w tym śmiesznie.
W końcu nie chodzi o to, by udawać kogoś, kim się nie jest, lecz by za pomocą odpowiedniego stroju wydobyć z siebie to, co najlepsze. Zakochane kobiety zwykle zaczynają kupować bieliznę – to pierwszy krok od marzenia do realizacji erotycznych pragnień. Piękna bielizna może zdziałać cuda przede wszystkim w naszej własnej świadomości. Dodaje pewności siebie, świadomości własnego uroku, siły oddziaływania i wtedy… ta siła zaczyna naprawdę działać.