Modny wieczór… przed ślubem

Zaczęło się niewinnie? czyli powrót do przeszłości.
W polskiej tradycji wieczór panieński to tzw. „rozpleciny”, praktykowane głównie na wschodzie kraju. Jak sama nazwa wskazuje, chodzi o rozplątywanie warkoczy przyszłej pannie młodej. W przeszłości rzeczywiście był to wieczór poprzedzający sam ślub, kiedy to kobiety zbierały się wspólnie, by „oddać oblubienice w nowy stan”. Razem wiły wianki i układały kwiatowe wiązanki. Tuż po północy w gościnę przychodził przyszły mąż. To jego zadaniem było rozplątanie warkocza swojej narzeczonej.
Dziś już warkoczy nie nosimy a własny facet jest raczej niepożądanym gościem na damskiej imprezie. Częściej sięgamy za to po wzorce zza Oceanu. American Dream sprawdza się i w tym przypadku. A więc limuzyny, szampan i oczywiście Chippendalesi.

Po co tyle zachodu?

Na forach i blogach internetowych mnożą się pytania o ten jedyny, wyjątkowy wieczór. Kto powinien go zorganizować, jak, gdzie i kiedy? I najważniejsze : po co tyle zachodu? Widać warto, skoro firmy eventowe na stałe wpisały go do swoich ofert , a jego organizacji podejmują się kolejne kluby i puby.
Jak dotąd, w kanonie propozycji królowały tradycyjne „domowe posiadówy” w gronie najlepszych przyjaciółek lub spontaniczne wyjścia na tańce. Dziś nie ma co mówić o spontaniczności. Często formy przygotowań przybierają gigantyczne rozmiary. Niekiedy równie istotną jak sam ślub. Która z nas nie chciałaby mieć rewelacyjnych wspomnień?
Nie powinno się więc traktować tej nocy jak każdej innej. Organizację trzeba zacząć odpowiednio wcześnie i zaplanować każdy szczegół. Budżet to raczej drugorzędna kwestia. Oczywiście o pewnych kosztach trzeba pamiętać, gdy na przykład decydujemy się na wynajem profesjonalnego biura, ale jeśli uda się zebrać wystarczająco dużo dziewczyn z otoczenia panny młodej, inwestycja powinna zwrócić się w postaci szampańskiego humoru i rewelacyjnych zdjęć.

Nie samym striptizem wieczór żyje

Co więc zrobić, by impreza okazała się bardziej ekscytująca niż samo wesele? Wszystko zależy od przyjaciółek przyszłej panny młodej i ich inwencji oczywiście. Na szczęście do lamusa odchodzą powoli męski striptiz i „picie na umór”, na rzecz znacznie bardziej urozmaiconych propozycji.
Nikogo nie dziwią już: weekendy w spa, paintball, skoki na bangi, czy profesjonalne sesje zdjęciowe.
Coraz popularniejsze stają się , również nad Wisłą, „urban games” dla przyszłej panny młodej. Pomysł jest prosty. Ma zaskoczyć. Można zlecić zadanie agencji, ale i tak będzie to wymagało konsultacji z bliskimi osobami głównej bohaterki lub, co bardziej pracochłonne ale i bardziej emocjonujące, przygotować zabawę samemu. Włożony wysiłek na pewno zaprocentuje podczas imprezy.
Im bardziej poplątany, zagadkowy i zabawny pomysł, tym lepiej. Można z panny młodej uczynić detektywa i poprosić o odnalezienie pozostałych dziewczyn. Po drodze każąc jej rozwiązać zadania, przeważnie związane ze śmiesznymi epizodami z przeszłości lub odpowiadać na pytania w nietypowych quizach.
Warto jej również zaproponować, na przykład, lekcję tańca brzucha w profesjonalnej szkole, bądź karaoke w centrum miasta. Ogranicza nas już tylko nasza fantazja i… odwaga przyszłej żony. A więc do małżeństwa… panny sznurem!